Roczek Katechety: Duchowa Przygoda!
Kiedy po raz pierwszy przekroczyłem próg liceum, czułem się jednocześnie podekscytowany i pełen obaw. Wiedziałem, że praca z młodzieżą to wyzwanie, ale nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo zmieni mnie ten rok. Pierwszy dzień pracy w nowym miejscu to zawsze ekscytujący moment, a gdy dodatkowo jest to pierwszy rok pełnienia posługi jako katecheta w liceum, emocje sięgają zenitu. Bycie nauczycielem religii i duchowym przewodnikiem młodzieży to wyjątkowe zadanie, które wymaga zarówno zaangażowania, jak i otwartości na potrzeby młodych ludzi. Jak wygląda pierwszy rok pracy w tej roli?
Pierwszy dzień w szkole był pełen emocji. Spotkanie z młodzieżą, która patrzyła na mnie z mieszanką ciekawości i lekkiego dystansu, było momentem, który długo zostanie w mojej pamięci. Zdałem sobie sprawę, że przed nami stoi trudne, ale piękne zadanie – zbudowanie wzajemnego zaufania. Chociaż wiadomo początki bywają skomplikowane… Pierwsza lekcja, pierwsze słowa, pierwsze pytanie i uśmiech a z drugiej strony nic. Jakby walić grochem w ścianę. Kolejna lekcja, następna i znowu to samo. Jak poszedłem na kawę do pokoju nauczycielskiego to długi czas zastanawiałem się czy ze mną jest coś nie tak? Jednak nie odpuszczałem. Stwierdziłem w sercu, że skoro Bóg chce mnie tutaj to muszę się przez ten mur przebić skoro nie chcą mnie wpuścić drzwiami. Wiedziałem, że nie robię tego dla swojego ego ale dla tych, którym często z kościołem nie po drodze.
Młodzi ludzie mają w sobie ogromną energię i chęć do poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze pytania. Chcą zrozumieć, kim są, dokąd zmierzają i jakie wartości są dla nich najważniejsze. Moją rolą było nie tylko przekazanie im wiedzy, ale przede wszystkim towarzyszenie im w tych poszukiwaniach. Nawet jeśli oznaczało to mówienie do martwego tłumu, z oczami w których na próżno było szukać chociaż śladu życia. Dobrze, że szybko udało się odnaleźć w nich ten błysk, który u końca roku płonął już jasnym promieniem życia.
Już od pierwszych dni zdałem sobie sprawę, że praca katechety to coś więcej niż tylko prowadzenie lekcji. Musiałem zmierzyć się z różnorodnymi pytaniami, które nie zawsze miały proste odpowiedzi. Począwszy od tych najprostszych i najzabawniejszych jak: Czy Księża wszędzie chodzą w sutannie, albo czy każdy ksiądz musi mieć wysokie czoło i okulary. Jednak najczęściej młodzież pytała o trudne tematy – o sens cierpienia, o wiarę w obliczu wątpliwości, o relacje międzyludzkie, o szukanie tożsamości. Te pytania wymagały głębokiego namysłu i otwartości, aby w sposób uczciwy i przystępny odpowiadać na ich wątpliwości. W końcu zdanie: transparencja transcendencji w immanencji jest dla nich jak uczenie się języka obcego. Do dzisiaj pamiętam jak tłumaczyłem tą definicję obrazem wodą z kranu (ale nie będę się rozwodzić nad tą ,,obrazoburczą” formą), ważne że dzieciaki załapały o co ich katechecie chodziło. I o dziwo każdy potrafił później to zdanie wytłumaczyć.
Jednym z wyzwań, które okazało się kluczowe, było zrozumienie, że młodzież potrzebuje przestrzeni do wyrażania swoich myśli i uczuć. W naszej współczesnej rzeczywistości, pełnej pośpiechu i bodźców, młodzi ludzie często czują się zagubieni. Musiałem nauczyć się słuchać ich uważnie i dawać im poczucie, że ich głos ma znaczenie, oraz jest chciany. Miałem tylko jedną zasadę na lekcji, która i tak dla wielu okazała się bardzo trudna. Jak już jesteś to posłuchaj i pytaj. Jestem osobą zazwyczaj spokojną ale gdy ktoś zaczyna wyśmiewać się z zapytań kogoś innego, to budzą się we mnie Synowie Gromu.
W miarę jak mijały tygodnie, zauważyłem, że uczniowie zaczynają się otwierać. To były małe kroki – najpierw pojedyncze rozmowy po lekcjach, potem pytania podczas zajęć, a w końcu wspólne inicjatywy, takie jak organizowanie rekolekcji czy spotkań młodzieżowych. Widziałem, jak rodzi się między nami więź, oparta na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu. Do teraz pamiętam moje zaskoczenie jak na jednej z lekcji mówiłem, że ruszamy dość specyficzny temat, ciągnęliśmy go przez cały dzień. Dość szybko rozeszła się informacja po szkole, że ks. Adam robi lekcję o moralnym oglądaniu ,,anime”. Jakie było moje zaskoczenie, gdy na ostatnich lekcjach przychodzili do mnie na przerwie uczniowie (z zupełnie innych klas) i z własnej woli chcieli po prostu przyjść posłuchać. Widok 50 osób siedzących gdzie się dało, na krzesłach, na stolikach, pod ścianami, żeby posłuchać lekcji religii był czymś niesamowitym.
Szczególnie wzruszające były momenty, kiedy uczniowie dzielili się ze mną swoimi osobistymi problemami i dylematami. Zrozumiałem wtedy, jak ważna jest rola katechety – to nie tylko nauczyciel, ale także ktoś, kto jest gotów towarzyszyć młodym ludziom w ich codziennych trudnościach. Nie ukrywam bardzo mocne były słowa, które usłyszałam jak byłem z maturzystami w Kalwarii na pielgrzymce przed maturami. Po mszy podeszli i powiedzieli najpiękniejsze słowa jakie może usłyszeć nauczyciel - ,,Dzięki, że byłeś dla nas przyjacielem, na którego możemy zawsze liczyć”. Te słowa są nagrodą, która jest warta więcej niż wszystkie pieniądze świata.
Choć pierwszy rok był pełen wyzwań, przyniósł mi również wiele radości. Nic nie cieszy tak, jak widok uczniów, którzy z entuzjazmem angażują się w życie religijne szkoły. Moment, kiedy widzisz, że twoje słowa naprawdę mają znaczenie, że wpływają na czyjeś życie – to coś, co trudno opisać słowami. Widziałem, jak młodzież zaczyna dostrzegać głębszy sens w wierze, jak poszukuje relacji z Bogiem na swój własny sposób. To dla mnie najpiękniejsza nagroda za trud, jaki wkładam w tę posługę.
Zapytacie pewnie czy i ja czegoś się nauczyłem? Ten rok nauczył mnie pokory i otwartości na drugiego człowieka. Zrozumiałem, że bycie katechetą to nie tylko nauczanie, ale przede wszystkim bycie blisko młodych ludzi, którzy potrzebują wsparcia i przewodnictwa. To oni nauczyli mnie, jak ważne jest zrozumienie, cierpliwość i umiejętność wsłuchiwania się w ich potrzeby.
Nauczyłem się również, że czasem najważniejsze jest po prostu bycie obecnym. Nie zawsze trzeba mieć gotową odpowiedź na każde pytanie – czasem wystarczy być obok, gdy młody człowiek szuka swojej drogi. Dość specyficzna jest mentalność, którą odkryłem: Katecheta to ktoś, kto ma oczy, które widzą, uszy, które słyszą i usta, które milczą. Bo młodzi nie chcą gotowych odpowiedzi i ckliwych słów. Czasami milczenie i obecność stają się początkiem odpowiedzi, która staje się ich własną wartością.
Praca z młodzieżą to nieustanna lekcja – zarówno dla nich, jak i dla mnie. Wierzę, że wspólnie możemy budować coś wyjątkowego, co pomoże nam wszystkim stawać się lepszymi ludźmi.
Ks. Adam Płonka
Pierwszy dzień w szkole był pełen emocji. Spotkanie z młodzieżą, która patrzyła na mnie z mieszanką ciekawości i lekkiego dystansu, było momentem, który długo zostanie w mojej pamięci. Zdałem sobie sprawę, że przed nami stoi trudne, ale piękne zadanie – zbudowanie wzajemnego zaufania. Chociaż wiadomo początki bywają skomplikowane… Pierwsza lekcja, pierwsze słowa, pierwsze pytanie i uśmiech a z drugiej strony nic. Jakby walić grochem w ścianę. Kolejna lekcja, następna i znowu to samo. Jak poszedłem na kawę do pokoju nauczycielskiego to długi czas zastanawiałem się czy ze mną jest coś nie tak? Jednak nie odpuszczałem. Stwierdziłem w sercu, że skoro Bóg chce mnie tutaj to muszę się przez ten mur przebić skoro nie chcą mnie wpuścić drzwiami. Wiedziałem, że nie robię tego dla swojego ego ale dla tych, którym często z kościołem nie po drodze.
Młodzi ludzie mają w sobie ogromną energię i chęć do poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze pytania. Chcą zrozumieć, kim są, dokąd zmierzają i jakie wartości są dla nich najważniejsze. Moją rolą było nie tylko przekazanie im wiedzy, ale przede wszystkim towarzyszenie im w tych poszukiwaniach. Nawet jeśli oznaczało to mówienie do martwego tłumu, z oczami w których na próżno było szukać chociaż śladu życia. Dobrze, że szybko udało się odnaleźć w nich ten błysk, który u końca roku płonął już jasnym promieniem życia.
Już od pierwszych dni zdałem sobie sprawę, że praca katechety to coś więcej niż tylko prowadzenie lekcji. Musiałem zmierzyć się z różnorodnymi pytaniami, które nie zawsze miały proste odpowiedzi. Począwszy od tych najprostszych i najzabawniejszych jak: Czy Księża wszędzie chodzą w sutannie, albo czy każdy ksiądz musi mieć wysokie czoło i okulary. Jednak najczęściej młodzież pytała o trudne tematy – o sens cierpienia, o wiarę w obliczu wątpliwości, o relacje międzyludzkie, o szukanie tożsamości. Te pytania wymagały głębokiego namysłu i otwartości, aby w sposób uczciwy i przystępny odpowiadać na ich wątpliwości. W końcu zdanie: transparencja transcendencji w immanencji jest dla nich jak uczenie się języka obcego. Do dzisiaj pamiętam jak tłumaczyłem tą definicję obrazem wodą z kranu (ale nie będę się rozwodzić nad tą ,,obrazoburczą” formą), ważne że dzieciaki załapały o co ich katechecie chodziło. I o dziwo każdy potrafił później to zdanie wytłumaczyć.
Jednym z wyzwań, które okazało się kluczowe, było zrozumienie, że młodzież potrzebuje przestrzeni do wyrażania swoich myśli i uczuć. W naszej współczesnej rzeczywistości, pełnej pośpiechu i bodźców, młodzi ludzie często czują się zagubieni. Musiałem nauczyć się słuchać ich uważnie i dawać im poczucie, że ich głos ma znaczenie, oraz jest chciany. Miałem tylko jedną zasadę na lekcji, która i tak dla wielu okazała się bardzo trudna. Jak już jesteś to posłuchaj i pytaj. Jestem osobą zazwyczaj spokojną ale gdy ktoś zaczyna wyśmiewać się z zapytań kogoś innego, to budzą się we mnie Synowie Gromu.
W miarę jak mijały tygodnie, zauważyłem, że uczniowie zaczynają się otwierać. To były małe kroki – najpierw pojedyncze rozmowy po lekcjach, potem pytania podczas zajęć, a w końcu wspólne inicjatywy, takie jak organizowanie rekolekcji czy spotkań młodzieżowych. Widziałem, jak rodzi się między nami więź, oparta na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu. Do teraz pamiętam moje zaskoczenie jak na jednej z lekcji mówiłem, że ruszamy dość specyficzny temat, ciągnęliśmy go przez cały dzień. Dość szybko rozeszła się informacja po szkole, że ks. Adam robi lekcję o moralnym oglądaniu ,,anime”. Jakie było moje zaskoczenie, gdy na ostatnich lekcjach przychodzili do mnie na przerwie uczniowie (z zupełnie innych klas) i z własnej woli chcieli po prostu przyjść posłuchać. Widok 50 osób siedzących gdzie się dało, na krzesłach, na stolikach, pod ścianami, żeby posłuchać lekcji religii był czymś niesamowitym.
Szczególnie wzruszające były momenty, kiedy uczniowie dzielili się ze mną swoimi osobistymi problemami i dylematami. Zrozumiałem wtedy, jak ważna jest rola katechety – to nie tylko nauczyciel, ale także ktoś, kto jest gotów towarzyszyć młodym ludziom w ich codziennych trudnościach. Nie ukrywam bardzo mocne były słowa, które usłyszałam jak byłem z maturzystami w Kalwarii na pielgrzymce przed maturami. Po mszy podeszli i powiedzieli najpiękniejsze słowa jakie może usłyszeć nauczyciel - ,,Dzięki, że byłeś dla nas przyjacielem, na którego możemy zawsze liczyć”. Te słowa są nagrodą, która jest warta więcej niż wszystkie pieniądze świata.
Choć pierwszy rok był pełen wyzwań, przyniósł mi również wiele radości. Nic nie cieszy tak, jak widok uczniów, którzy z entuzjazmem angażują się w życie religijne szkoły. Moment, kiedy widzisz, że twoje słowa naprawdę mają znaczenie, że wpływają na czyjeś życie – to coś, co trudno opisać słowami. Widziałem, jak młodzież zaczyna dostrzegać głębszy sens w wierze, jak poszukuje relacji z Bogiem na swój własny sposób. To dla mnie najpiękniejsza nagroda za trud, jaki wkładam w tę posługę.
Zapytacie pewnie czy i ja czegoś się nauczyłem? Ten rok nauczył mnie pokory i otwartości na drugiego człowieka. Zrozumiałem, że bycie katechetą to nie tylko nauczanie, ale przede wszystkim bycie blisko młodych ludzi, którzy potrzebują wsparcia i przewodnictwa. To oni nauczyli mnie, jak ważne jest zrozumienie, cierpliwość i umiejętność wsłuchiwania się w ich potrzeby.
Nauczyłem się również, że czasem najważniejsze jest po prostu bycie obecnym. Nie zawsze trzeba mieć gotową odpowiedź na każde pytanie – czasem wystarczy być obok, gdy młody człowiek szuka swojej drogi. Dość specyficzna jest mentalność, którą odkryłem: Katecheta to ktoś, kto ma oczy, które widzą, uszy, które słyszą i usta, które milczą. Bo młodzi nie chcą gotowych odpowiedzi i ckliwych słów. Czasami milczenie i obecność stają się początkiem odpowiedzi, która staje się ich własną wartością.
Praca z młodzieżą to nieustanna lekcja – zarówno dla nich, jak i dla mnie. Wierzę, że wspólnie możemy budować coś wyjątkowego, co pomoże nam wszystkim stawać się lepszymi ludźmi.
Ks. Adam Płonka