Zaufanie
Zacznijmy od czegoś błahego, czyli zakupów internetowych allegro i te sprawy. Jestem typem konsumenta, który nie znosi kupować w ciemno i jeśli coś kosztuje wiecej niz 100 zł to muszę się dobrze zastanowić czy w ogóle chce to kupic i czy to nie jest jakiś tani ,,scam”. Kiedy wchodzi się na taką stronę żeby dokonać zakupu online, najpierw zwracasz uwagę na opinie innych użytkowników. Przeglądasz recenzje i sprawdzasz ocenę sprzedawcy żeby jakoś zweryfikować jego wiarygodność. Po otrzymaniu paczki porównujesz produkt ze zdjęciem zamieszczonym w ofercie czy NAPRAWDĘ jest to, coś za co wydałem swoje ciężko zarobione pieniądze. Cały ten rytuał ma swoje źródło w założeniu, że możemy być oszukani. To niby niewielka sprawa, ale wiele mówi o naszym stylu życia. Przez ostatnie dwadzieścia, nawet trzydzieści lat zaszła w nas głęboka zmiana. Instytucje, które przez lata stanowiły podstawę naszego porządku i jakoś wymierzyły jakość słowa: takie jak kościoły, rządy, media, banki oraz eksperci jedna po drugiej zaczynają tracić zaufanie. Co ja mówię już go nie mają. A to wszystko przez liczne skandale finansowe, kłamstwa ze strony polityków, nadużycia w różnych instytucjach - nawet w kościele. Sam się zastanawiam pisząc katechezy czy źródła są stosowne i obecnie najlepiej sięgać po starych dobrych Ojców Kościoła. Nigdy nie zawodzą ponadczasowością - zaiste czym dla bigosu boczek tłusty tym dla kazania św. Augustyn. Ale to nie o tym… Miało być o utracie zaufania. Im dłużej żyję tym częściej zauważam, że nowe wyzwanie zwiększa poczucie, że nie można zaufać nikomu.
Zaufanie zdobywa się przez lata, a traci w mgnieniu oka. Sam pamiętam jak straciłem swoje zaufanie. Właśnie w kościół. Nie będę ukrywać, że była to jedna z motywacji dlaczego chciałem zostać księdzem. Chciałem pokazać, że nie zawsze musi być tak jak piszą media. I rzeczywiście odkryłem, że tu nie o instytucję chodzi. Problem ten ma znacznie głębsze korzenie niż same instytucje, nie ważne jakie. Brak tego zaufania wpływa na relacje międzyludzkie. Do czego doszło w naszych czasach… Przyjaciele podpisują formalne umowy o drobnostki, a pary decydują się na podpisanie intercyzy przed małżeństwem, gdyby nie ,,pykło”. Rodziny spierają się przez prawników o testament. Umowy notarialne zastąpiły tradycyjny uścisk dłoni. Kamery monitoringu wyparły wiarę w uczciwość sąsiada. Cudowny świat. Big brother wersja world edition.
Ciekawe są badania Eurobarometru z ostatnich lat. Można stwierdzić, że ponad połowa Europejczyków uważa, iż większości ludzi nie można ufać. W Polsce ten wskaźnik należy do NAJNIŻSZYCH w Unii Europejskiej jedynie co czwarty Polak przyznaje, że ma ogólne zaufanie do innych ludzi. Tylko cztery osoby na sto odpowiadają: tak, ufam. Pozostali… No właśnie… Aż sam się boję myśleć co myślą. To smutna diagnoza. Żyjemy w rzeczywistości, w której ostrożność jest uważana za cnotę, a otwartość za naiwność. Jak tak dalej pójdzie to słowa Ojca Świętego Jana Pawła II ,,Otwórzcie drzwi Chrystusowi” stanie się jedną z najbardziej niezrozumiałych. Jak to otworzyć? Komu? Kto to jest? Po co przyszedł? Jaki cel? Czy jest sprawdzony? Dramat zaczyna rozgrywać się na naszych oczach. Powoli ufanie innym ludziom oznacza podejmować ryzyko i to wysokie, a wierzenie komuś bez dowodów staje się synonimem bycia naiwnym.
Skąd to się jednak wzięło? Jest wielu powodów. Jednak jeden z nich ma zasadnicze znaczenie: doświadczyliśmy po prostu rozczarowania. Słynne Emausowe ,,A myśmy się spodziewali”. Myślę, że każdy z nas, na pewnym etapie życia, spotkał się z naruszeniem zaufania jak chociażby w przypadku rodziców, którzy coś obiecali i tego nie spełnili (PS. do dzisiaj zastanawiam się gdzie moje obiecane pieniądze z komunii). Jednak to nie tylko rodzina. Boli wszelki rodzaj zdrady zaufania, a przykładów nie brakuje. Przyjaciel ujawnił sekrety, które miały pozostać między nami. Mąż lub żona okazali się kłamcami, a w gorszym przypadku zdradzili. Pracodawca po wielu miesiącach obietnic nie wypłacił premii. Jak dobrze że jestem nauczycielem i jedyna podwyżka, która może mnie spotkać to ilości obowiązków. Przykładów nie brakuje też na naszym ,,podwórku”, bo takim ,,naruszycielem” mojego zaufania może być duchowny, który miał być przykładem do naśladowania a ,,wesoła” karuzela fałszu kręci się czasami i tutaj. Dość jednak tych przykładów. Może przerażać ilość skojarzeń. Mózg ma dziwną tendencję, że zdecydowanie silniej zapamiętuje negatywne doświadczenia niż te pozytywne. Jedno utracone zaufanie może prowadzić do wykształcenia nawyku czujności, które trwa latami a ciężko jest na nowo nauczyć się zaufać. Nie ma się co dziwić jest to naturalny mechanizm obronny, mający dla nas funkcję ochrony. Jednak z czasem jest to ochrona, która przekształca się w mur, przestaje pełnić swoją funkcję ochronną a przekształca się w funkcję izolacyjną. Wtedy gdy już żaden człowiek nie jest w stanie przekroczyć tego muru najbardziej widać Chrystusa, który przychodzi mimo drzwi zamkniętych.
Jest takie szkockie powiedzenie: „Kto raz mnie oszuka, hańbę mu. Kto dwa razy mnie oszuka, hańba mi.” Jest naprawde dobre, bo równo dzieli odpowiedzialność. Pierwsza zdrada to kłopot drugiej osoby, jej decyzja. Masz prawo czuć się zraniony. Jednak druga zdrada jest już sygnałem dla Ciebie, że należy samodzielnie przemyśleć tę sytuację. Bo pozwoliłeś na coś takiego. Zlekceważyłeś to, co dostrzegałeś. Może naprawdę pragnąłeś wierzyć, że tym razem sytuacja będzie inna. W tym tkwi pułapka, w którą wpadamy. Po pierwszym zranieniu zamiast zastanowić się nad tym, komu i jak powierzamy swoją ufność zwykle podejmujemy jedną z dwóch reakcji. Możemy albo wciąż ufać tym samym osobom, mając nadzieję na ich zmianę, albo całkowicie zamknąć się przed innymi i przestać komukolwiek ufać. Obie te opcje prowadzą donikąd. Pierwsza z nich to akurat naiwność. Druga natomiast sprawia, że człowiek żyje jak w zamkniętym schronieniu, pozbawiony zaufania. LEKCJA DO WYCIĄGNIĘCI: Zaufanie wymaga upewnienia się, kim są osoby, którym je powierzamy. Dawanie go wszystkim bez zastanowienia odbiega od dojrzałego i przemyślanego zaufania. Rozważny rolnik potrafi ocenić, która gleba jest warta uprawy. Jeszcze bardziej mądra osoba wie, komu można zaufać. Tak działa odpowiedzialność.
Drugi powód utarty zaufania jest bardziej współczesnym problem. Chodzi o nadmiar informacji. Codziennie napotykamy na wiele sprzecznych informacji, które docierają do nas głównie poprzez wzrok. Jeden wielki hejt i szerzenie dezinformacji. Ekspert ,,A” wyraża opinię: lubię nutellę z posmarowaną masłem kromką, podczas gdy ekspert ,,B” opowiada się za kromką z samą nutellą (PS. ja jestem pierwszym ekspertem). Skończmy jednak z ironicznością, jest to jednak rzeczywiostość. Polityk prezentuje jedno zdanie, jego przeciwnik twierdzi coś zupełnie przeciwnego i oczywiście każdy twierdzi, że ,,moja racja jest najmojsza”. W wyniku tego dochodzi do zmęczenia, które psychologowie określają jako „zmęczenie epistemiczne”. Oznacza to wyczerpanie umiejętności oceny prawdziwości informacji. W takiej sytuacji łatwiej jest powiedzieć: nie ufam nikomu. Zaufanie, będące jedną z najstarszych wartości w relacjach międzyludzkich, stało się rzadkością. Chociaż ta rzadkość jest widoczna tu i teraz! Wystarczy spojrzeć na ostatnie dni w internecie. Można w nim zauważyć codzienne kłótnie w sieci, wzajemne oskarżenia i narastające podziały. Jednak pomiędzy tym wszystkim od czasu do czasu ukazuje się coś, co przypomina nam, że nadal potrafimy działać wspólnie i polska dalej ,,górą”. Początek tej świeżej sprawy, o której chyba będziemy się uczyć kiedyś w podręcznikach do WOSu to piosenka o nowotworze. Raper Bedoes stworzył utwór „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)” we współpracy z jedenastoletnią Mają Mecan, dziewczynką cierpiącą na białaczkę, która po raz trzeci zmaga się z chorobą. Utwór ukazuje trudności związane z walką, przedstawiając perspektywy zarówno chorej osoby, jak i jej bliskich. Kiedy popularny influencer, Łatwogang, postanowił przez dziewięć dni non-stop słuchać jednej piosenki w swoim mieszkaniu a raczej kawalerce w celu zbiórki funduszy na rzecz chorych dzieci, nikt nie przypuszczał, co się wydarzy i jak bardzo taka sytuacja zjednoczy naród. Nie żadna polityka ale czysta żywa Ewangelia w drugim człowieky. Początkowy cel ustalono na 500 tysięcy złotych. W międzyczasie w mieszkaniu Łatwoganga pojawiali się nowi goście: Doda, Robert Lewandowski, Magda Gessler, Dawid Podsiadło, Katarzyna Nosowska, Julia Wieniawa, Cezary Pazura oraz wiele innych znanych osobistości. Golili sobie głowy, wykonywali tatuaże i przeznaczali setki tysięcy złotych koncern DZIK przelał 5 milionów złotych!. Ludzie, którzy od lat się kłócili, potrafili się pogodzić. Polacy podzieleni jak to my w prawie każdej innej sprawie wsparli tę inicjatywę kwotą przekraczającą 250 milionów złotych. Trudno znaleźć lepszy dowód na to, że głęboko pod powierzchnią podziałów i nieufności wciąż bije serce, które łączy. I JAK BARDZO TEGO PRAGNIEMY.
Są trzy rzeczy, które mylimy z zaufaniem. Pierwsze nieporozumienie: uważanie zaufania za naiwność. Spotykamy się z komentarzami w stylu: „Czy naprawdę mu ufasz? Jesteś naiwny/a.” Jakby zaufanie było oznaką braku dojrzałości czy życiowego doświadczenia. Jednak to całkowicie błędne myślenie. Naiwność polega na przymykaniu oka na ostrzegawcze sygnały i wmówieniu sobie: ,,wszystko będzie w porządku”, a wszystkie znaki na niebie i na ziemi pokazują że tylko sobie to wmawiasz. Zaufanie jest zupełnie inną kwestią. To wybór podjęty z pełną świadomością ryzyka. Ufam, mimo że zdaje sobie sprawę, iż mogę się mylić. Dojrzałość poznaje się po tym, że gdy się pomylę to umiem przyznać się do błędu. Bo właśnie jak ufam to zawsze jest ten jeden procent, że mogę się mylić co do kogoś, czy czegoś.
Dochodzimy do kolejnej pomyłki. Przekonania, że aby ufać, trzeba mieć stuprocentową pewność. W życiu rzadko można liczyć na pewność. Kiedy udajesz się na operację, nie masz pełnej gwarancji sukcesu, a mimo to powierzasz lekarzowi swoje zdrowie i kładziesz się na stole. Podobnie biorąc kredyt, nie jesteś pewien czy będziesz w stanie go spłacić, a jednak decydujesz się podpisać umowę. Wchodząc w związek, nie możemy być pewni lojalności a mimo to mówimy przy ołtarzu mówimy sobie: ,,tak’’. Zaufanie funkcjonuje w strefie niepewności. Nawet słynne ,,chcesz na kogoś liczyć? Licz na siebie” nie jest gwarantem pewności. Należy to uporządkować i stworzyć symbiozę. ZAUFAJ BOGU, CZŁOWIEKOWI i SOBIE, wtedy poznasz co to prawdziwy smak ufności.
Stajemy przed trzecim nieporozumieniem, które może być najpoważniejsze, a dotyczy przekonania, że zaufanie drugiemu człowiekowi, sobie i zaufanie Bogu to całkowicie odrębne sfery, które ze sobą nie współgrają. W rzeczywistości są one głęboko powiązane. Z jednej strony osoba, która nauczyła się ufać sobie i swoim wyborom jest w stanie zaufać też innym, a dzięki temu ma łatwiejszą drogę do zaufania Bogu. Z drugiej strony człowiek, który ma zaufanie do Boga, częściej jest skłonny zaufać innym ludziom dzięki czemu zaczyna bardziej ufać we własne siły i w siebie samego. Trzeba tylko chcieć.
Zaufanie to akt woli. Oto coś, co rzadko się mówi otwarcie: zaufanie to wybór. Może mu towarzyszyć różnorodność uczuć lub ich brak. Możesz ufać będąc przerażonym. Możesz ufać z łzami w oczach. Możesz ufać gdy ledwie widzisz ścieżkę przed sobą. Wiara polega na odczuwaniu pewności, lecz na podjęciu decyzji o działaniu pomimo jej braku. Biblia obfituje w postacie, które ufały w chwilach, kiedy nie miały do tego żadnych przesłanek. Abraham ruszył ku nieznanemu bez mapy, miał jedynie jedno polecenie: ,,Idź". Piotr opuścił łódź wszedł na wodę w nocy bo tak mu kazał Jezus. W przypowieści o Synu Marnotrawnym ojciec spotyka swojego syna, który go zawiódł i stracił połowę majątku, wracając po kilku latach w pustych rękach. Występuje naprzeciw chłopakowi. Biegnie do niego i całuje go. Żaden z nich nie był pewny tego spotkania. Każdy z nich podjął własną decyzję w wolności. Ja też patrzę na swoje życie i nie wiem jak mógłbym nie ufać. Był kiedyś taki film legion samobójców, patrząc na niektóre sytuacje z życia to ja mógłbym zagrać sam cały ten legion. Nie liczę ile razy byłem na progu śmierci. Mając 2 latka wyszedłem na ulicę w Czańcu koło BP w szczycie dnia i nic mnie nie przejechało, kierowcy zgarnęli mnie z drogi i zanieśli do domu. Pierwszy raz byłem w wiadomościach w radiu, może z tego ta pasja do nagrywania i radia. Jak miałem 3 i przeprowadziłem z do Łęk to wyskoczyłem z wózeczka do rwącej rzeki uratował mnie mój braciszek chociaż stracił wtedy ulubione adidasy. Lat 10 prawie utopiłem się w morzu w Ustce bo pociągnęły mnie fale na falochrony. Mając 18 świeżo po zdaniu prawa jazdy auto (legendarna błękitna ,,Panda”) zgasło na środku skrzyżowania przed tirem. Cudem wyhamował. Po tylu sytuacjach, kiedy byłem ,,o krok” od śmierci, nauczyłem się, że jedyne co czasami zostaje to zaufanie. Bałem się to prawda, śmiertelnie się bałem, ja wiem co wtedy czułem i strach to mało powiedziane ale mimo to naprawdę UFAŁEM i UFAM NADAL. Liczę tylko, że nie wyczerpałem limit ,,Deus Providebit” (Bożej Opatrzności) . Zaufanie ma niezwykłą moc wpływu na życie. Zmienia całkowicie kontekst sytuacji. Gdy ktoś pokłada w tobie zaufanie, stajesz się nieco innym człowiekiem niż byłeś bez tego uczucia.
A co z Bogiem? W kontekście pielgrzymki to pytanie ma ogromne znaczenie. „Jezu, ufam Tobie” czyli hasło tego roku. Powiedzieć jest prosto, przecież modlimy się koronką do Bożego Miłosierdzia. Towar exportowy wprost z Łagiewnik na cały świat, ale znacznie trudniej to zrealizować w codziennym życiu. Co tak naprawdę oznacza zaufać Bogu w 2026 roku, w świecie, który wcześniej opisałem? Nie chodzi o udawanie, że rozumiesz Jego plany ani o odnajdywanie ,,świętego” spokoju, który być może zgubiłeś. Chodzi o coś, jednocześnie prostego i skomplikowanego, czyli gotowość do dalszego działania, nawet gdy nie jesteś pewien, dokąd zmierzasz. To umiejętność oddania tego, do czego najbardziej się przywiązujesz. „Zrzuć swoje troski na Pana, a On cię wesprze.”Psalm 55,23
Faustyna zapisała w swoim Dzienniczku zdanie, które z wiekiem rozumie się coraz lepiej. „Im większa nędza, tym większe prawo do Jego miłosierdzia." Sądzimy, że najpierw musimy się ogarnąć, a dopiero potem przyjść do Boga. A właśnie w tej chwili pełnej chaosu masz największe prawo do miłosierdzia. Doświadczyłem tego wiele razy chociażby w szpitalu w Bielsku jak byłem na zastępstwie zaraz po święceniach. Ludzie dosłownie lgnęli do miłosierdzia. Ale widziałem też wiele osób co zaparły się i powiedział nie zaufam. ,,Nie chcę”, ,,nie dam rady”. Mamy wolną wolę możemy z nią zrobić co chcemy i to jest też część tej wolności. Jednak jak za wszystko przychodzi nam płacić. Zaufanie oraz nieufność też mają swoją cenę.
Przedstawię wam sytuację, którą znam z rzeczywistości chociaż oczywiście niektóre szczegóły po prostu pominę. Pewien ojciec miał dwie córki. Po swojej śmierci w testamencie młodszą z sióstr uczynił spadkobierczynią dom rodzinnego. Starsza uważała to za niesprawiedliwe. Być może ma słuszność, a może nie, bo tylko młodsza opiekował się ojcem, to jednak nie jest kluczowe dla tej opowieści. Istotne są wydarzenia, które miały miejsce w ciągu następnych lat. Istna plejada ,,miłości rodzinnej”. Prawnicy, sądy, listy od adwokata. Ich dzieci, nie miały nawet pojęcia o swoich kuzynach, ponieważ rodzice uznają siebie nawzajem za wrogów nr 1. I tak bite 20 lat.
Dwie dekady płacenia za jedno utracone zaufanie. W wyniku tego otrzymujemy relację, która dotyczy milionów rodzin, firm, parafii i społeczności. Brak zaufania ma swoją cenę, a ta cena jest ogromna. Płacimy ją energią, którą inwestujemy w obronę. W tworzeniu więzi, które omijamy ze strachu przed ryzykiem oraz w podejmowanych decyzjach. Często hamuje nas strach przed rozczarowaniem lub zawodzeniem innych. Obudowujemy się „interpersonalną twierdzą”. Kiedy doświadczasz głębokiego zranienia, zaczynasz tworzyć mury wokół siebie. Na początku może to być pomocne. Z biegiem czasu twierdza, która miała cię ochraniać, przemienia się w twoje więzienie. „Zamknięte serce jest bezpieczne. Ale bezpieczeństwo to jak twardy kamień.” C.S. Lewis, „Cztery miłości”
A propo zamykania się w więźniu. Przeżyjmy to jeszcze raz. Cofnijmy się do 2020 Pamiętacie pandemię Koronawirusa? To nie tylko była pandemia. To był jeden wielki eksperyment społeczny. Niektórzy wspominają: maseczki, płyny do dezynfekcji czy lekcje zdalne ale jednak ta pandemia miała ogromny wpływ na nasze społeczeństwo - alienację. Już w 2023 roku Światowa Organizacja Zdrowia zasygnalizowała, że samotność stanowi globalne zagrożenie dla zdrowia - wyszliśmy z padami i weszliśmy do kolejnej. Brawo my. Ta obecna ,,samotności” jest porównywana do takich problemów jak malaria czy niedobór żywności. Statystyki są alarmujące: w krajach rozwiniętych co czwarty dorosły przyznaje się do chronicznego odczuwania osamotnienia. W Polsce ten wskaźnik rośnie w znacznie szybkim tempie. Ludzie do czterdziestki nie są w stanie znaleźć miłości. Samotność ma wiele przyczyn - jedną z tych istotnych jest brak zaufania. Aby nawiązać prawdziwą relację, otworzyć się przed kimś i podzielić tym, co naprawdę sprawia ból, niezbędne jest zaufanie tej osobie. Gdy brakuje zaufania, relacje stają się jedynie powierzchowne. Ograniczają się do wspólnych wyjść, zdjęć i zwykłego small talku.
Socjolog Robert Putnam spędził wiele lat na badaniu kapitału społecznego w USA. Zauważył, że od lat siedemdziesiątych znacznie zmniejszyło się uczestnictwo w różnych stowarzyszeniach, klubach, grupach parafialnych oraz drużynach sportowych. To trafne odwzorowanie współczesnych czasów. Wchodzimy do Łagiewnik. Miejsca, które od dziesięcioleci przyciąga rzesze ludzi. Zadajmy sobie pytanie: czy spotykamy się tutaj wspólnie, ponieważ potrafimy jeszcze działać razem? A może właśnie dlatego, że w głębi każdy z nas pozostaje trochę osamotniony?
Brak zaufania do ludzi w końcu wpływa na nasze relacje z Bogiem. Ciężko jest ufać Niewidzialnemu, gdy widzialni nas zawiedli. Ktoś odszedł od Kościoła po tym, jak zawiodła konkretna osoba mająca sutannę. To nie oznaczało jednak, że oddalił się od Boga. Odszedł od zranionego zaufania. To można zrozumieć. Jednak w tym tkwi tragiczny błąd. Za zdradę konkretnej osoby płaci się rezygnacją z czegoś, co ta osoba jedynie symbolizowała. To tak, jakby pozbyć się miłości z życia tylko dlatego, że ktoś zdradził. NIE MOŻNA PŁACIĆ TAKIEJ CENY ZA CZYJŚ BŁĄD. To ta osoba, która zraniła powinna ponieść konsekwencje a nie ty!
Jednak czy jest możliwość odzyskania zaufania? Kiedy temat odbudowy zaufania staje się aktualny, wiele osób wyobraża sobie scenę dramatycznego pojednania. ,,Jo w szoku, moja w szoku, dziecka płaczą”. Piękna filmowa atmosfera: zachód słońca, emocje, łzy, całuski i przeprosiny wygłaszane jak elaboraty. W końcu wszystko kończy się szczęśliwie. Jednak trzeba zrobić filmowe cięcie. Rzeczywistości pokazuje, że ten proces jest znacznie bardziej skomplikowany, czasochłonny i zazwyczaj nie przebiega liniowo. Więc tak odzyskanie zaufania jest to możliwe. Relacje oparte na zaufaniu, które zostało nadszarpnięte, można naprawić. Psychologowie, terapeuci oraz mediatorzy rodzinni na szczęście są tutaj zgodni. Istotnym warunkiem jest gotowość obu stron do pracy nad sobą. Oznacza to, że odbudowanie zaufania zaczyna się do samego siebie.
Doświadczamy zdrady i zaczynamy kwestionować naszą zdolność do oceny sytuacji. „Jak mogłem jej zaufać? Co jest ze mną nie tak? Dlaczego znów trafiłem na taką osobę?” Zaufanie do innych zostało naruszone. Rykoszetem można stracić wiarę we własną intuicję, osąd, uczucia a nawet wartość. Gdy przestaje się ufać sobie, każda nowa relacja zaczyna się z brakiem fundamentów. Terapeutka wspierająca osoby po zakończeniu małżeństva twierdzi, że najtrudniejsze pytanie, z jakim borykają się jej pacjenci, brzmi: czy mogę zaufać własnym uczuciom? Czy moje pragnienia, odczucia i intuicja są wiarygodne? W terapii zazwyczaj dochodzi się do konkluzji: tak. Potrzeba czasu, aby ponownie w to uwierzyć. W tradycji chrześcijańskiej istnieje piękna odpowiedź na ten temat. Bóg zna nas lepiej, niż znamy samych siebie. Gdy tracimy zaufanie do własnych osądów, możemy poszukać wsparcia w kimś większym od nas samych. Nie chodzi tu o unikanie odpowiedzialności, ale o odnalezienie stabilności. Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Psalm 139 - biblijne małe kroczki. Zaufanie odbudowuje się stopniowo. Duże gesty, takie jak przeprosiny, obietnice czy deklaracje, to jedynie początek procesu. Ważne jest to, co dzieje się później codziennie, w zwykłych sytuacjach.
Zaufanie przypomina porcelanę. Rozbita rzecz może zostać złożona, jednak ślady uszkodzeń pozostają. To prawda. Porcelana, która została sklejona i ma widoczne pęknięcia, prezentuje się piękniej niż ta w idealnym stanie. Japończycy używają na to terminu kintsugi. To sztuka renowacji przy użyciu złotej lub srebrnej żywice. Pęknięcia stają się integralną częścią wartości danego przedmiotu. Artyści praktykujący kintsugi podkreślają, że istotny jest filozoficzny wymiar tej sztuki: opowieść o przedmiocie, obejmująca jego naprawy i pęknięcia, stanowi nieodłączną część jego urody. W relacjach jest podobnie. Związek, który przeszedł trudny okres i przetrwał nosi widoczne ślady. Te oznaki świadczą o tym, że obie osoby zdecydowały się pozostać razem. To ma swoje znaczenie i niewyobrażalną wartość. Bezcenną w oczach Boga.
Już za kilka dni wejdziemy do sanktuarium. Zobaczymy obraz, który Faustyna opisała jako coś, czego żaden artysta nie potrafiłby uchwycić. Pod nim znajdują się te trzy słowa: „Jezu, ufam Tobie.”
Zastanówcie się, czy w waszym życiu istnieją jakieś sytuacje lub osoby, w przypadku których to zaufanie zostało naruszone? A może sami złamaliście je wobec kogoś? Może zdarza się wam brakować odwagi, by po prostu zaufać? To jest coś, co warto uczynić, stając przed tym obrazem. Nie z pustymi rękami, lecz niosąc ze sobą ten konkretny ciężar. „O mój Boże, jedyna moja nadziejo, zaufałam Tobie całkowicie i mam pewność, że się nie zawiodę." Dzienniczek nr 317
Znajdźcie moment, by podjąć tę decyzję dzisiaj. W tym chodzeniu, z tą bolącą stopą od bąbli, z problemami w głowie, które nie dają spokoju, oraz z relacją przynoszącą wciąż cierpienie. Dokładnie teraz. Właśnie tu. JEZU UFAM TOBIE.
Ks. Adam Płonka
Zaufanie zdobywa się przez lata, a traci w mgnieniu oka. Sam pamiętam jak straciłem swoje zaufanie. Właśnie w kościół. Nie będę ukrywać, że była to jedna z motywacji dlaczego chciałem zostać księdzem. Chciałem pokazać, że nie zawsze musi być tak jak piszą media. I rzeczywiście odkryłem, że tu nie o instytucję chodzi. Problem ten ma znacznie głębsze korzenie niż same instytucje, nie ważne jakie. Brak tego zaufania wpływa na relacje międzyludzkie. Do czego doszło w naszych czasach… Przyjaciele podpisują formalne umowy o drobnostki, a pary decydują się na podpisanie intercyzy przed małżeństwem, gdyby nie ,,pykło”. Rodziny spierają się przez prawników o testament. Umowy notarialne zastąpiły tradycyjny uścisk dłoni. Kamery monitoringu wyparły wiarę w uczciwość sąsiada. Cudowny świat. Big brother wersja world edition.
Ciekawe są badania Eurobarometru z ostatnich lat. Można stwierdzić, że ponad połowa Europejczyków uważa, iż większości ludzi nie można ufać. W Polsce ten wskaźnik należy do NAJNIŻSZYCH w Unii Europejskiej jedynie co czwarty Polak przyznaje, że ma ogólne zaufanie do innych ludzi. Tylko cztery osoby na sto odpowiadają: tak, ufam. Pozostali… No właśnie… Aż sam się boję myśleć co myślą. To smutna diagnoza. Żyjemy w rzeczywistości, w której ostrożność jest uważana za cnotę, a otwartość za naiwność. Jak tak dalej pójdzie to słowa Ojca Świętego Jana Pawła II ,,Otwórzcie drzwi Chrystusowi” stanie się jedną z najbardziej niezrozumiałych. Jak to otworzyć? Komu? Kto to jest? Po co przyszedł? Jaki cel? Czy jest sprawdzony? Dramat zaczyna rozgrywać się na naszych oczach. Powoli ufanie innym ludziom oznacza podejmować ryzyko i to wysokie, a wierzenie komuś bez dowodów staje się synonimem bycia naiwnym.
Skąd to się jednak wzięło? Jest wielu powodów. Jednak jeden z nich ma zasadnicze znaczenie: doświadczyliśmy po prostu rozczarowania. Słynne Emausowe ,,A myśmy się spodziewali”. Myślę, że każdy z nas, na pewnym etapie życia, spotkał się z naruszeniem zaufania jak chociażby w przypadku rodziców, którzy coś obiecali i tego nie spełnili (PS. do dzisiaj zastanawiam się gdzie moje obiecane pieniądze z komunii). Jednak to nie tylko rodzina. Boli wszelki rodzaj zdrady zaufania, a przykładów nie brakuje. Przyjaciel ujawnił sekrety, które miały pozostać między nami. Mąż lub żona okazali się kłamcami, a w gorszym przypadku zdradzili. Pracodawca po wielu miesiącach obietnic nie wypłacił premii. Jak dobrze że jestem nauczycielem i jedyna podwyżka, która może mnie spotkać to ilości obowiązków. Przykładów nie brakuje też na naszym ,,podwórku”, bo takim ,,naruszycielem” mojego zaufania może być duchowny, który miał być przykładem do naśladowania a ,,wesoła” karuzela fałszu kręci się czasami i tutaj. Dość jednak tych przykładów. Może przerażać ilość skojarzeń. Mózg ma dziwną tendencję, że zdecydowanie silniej zapamiętuje negatywne doświadczenia niż te pozytywne. Jedno utracone zaufanie może prowadzić do wykształcenia nawyku czujności, które trwa latami a ciężko jest na nowo nauczyć się zaufać. Nie ma się co dziwić jest to naturalny mechanizm obronny, mający dla nas funkcję ochrony. Jednak z czasem jest to ochrona, która przekształca się w mur, przestaje pełnić swoją funkcję ochronną a przekształca się w funkcję izolacyjną. Wtedy gdy już żaden człowiek nie jest w stanie przekroczyć tego muru najbardziej widać Chrystusa, który przychodzi mimo drzwi zamkniętych.
Jest takie szkockie powiedzenie: „Kto raz mnie oszuka, hańbę mu. Kto dwa razy mnie oszuka, hańba mi.” Jest naprawde dobre, bo równo dzieli odpowiedzialność. Pierwsza zdrada to kłopot drugiej osoby, jej decyzja. Masz prawo czuć się zraniony. Jednak druga zdrada jest już sygnałem dla Ciebie, że należy samodzielnie przemyśleć tę sytuację. Bo pozwoliłeś na coś takiego. Zlekceważyłeś to, co dostrzegałeś. Może naprawdę pragnąłeś wierzyć, że tym razem sytuacja będzie inna. W tym tkwi pułapka, w którą wpadamy. Po pierwszym zranieniu zamiast zastanowić się nad tym, komu i jak powierzamy swoją ufność zwykle podejmujemy jedną z dwóch reakcji. Możemy albo wciąż ufać tym samym osobom, mając nadzieję na ich zmianę, albo całkowicie zamknąć się przed innymi i przestać komukolwiek ufać. Obie te opcje prowadzą donikąd. Pierwsza z nich to akurat naiwność. Druga natomiast sprawia, że człowiek żyje jak w zamkniętym schronieniu, pozbawiony zaufania. LEKCJA DO WYCIĄGNIĘCI: Zaufanie wymaga upewnienia się, kim są osoby, którym je powierzamy. Dawanie go wszystkim bez zastanowienia odbiega od dojrzałego i przemyślanego zaufania. Rozważny rolnik potrafi ocenić, która gleba jest warta uprawy. Jeszcze bardziej mądra osoba wie, komu można zaufać. Tak działa odpowiedzialność.
Drugi powód utarty zaufania jest bardziej współczesnym problem. Chodzi o nadmiar informacji. Codziennie napotykamy na wiele sprzecznych informacji, które docierają do nas głównie poprzez wzrok. Jeden wielki hejt i szerzenie dezinformacji. Ekspert ,,A” wyraża opinię: lubię nutellę z posmarowaną masłem kromką, podczas gdy ekspert ,,B” opowiada się za kromką z samą nutellą (PS. ja jestem pierwszym ekspertem). Skończmy jednak z ironicznością, jest to jednak rzeczywiostość. Polityk prezentuje jedno zdanie, jego przeciwnik twierdzi coś zupełnie przeciwnego i oczywiście każdy twierdzi, że ,,moja racja jest najmojsza”. W wyniku tego dochodzi do zmęczenia, które psychologowie określają jako „zmęczenie epistemiczne”. Oznacza to wyczerpanie umiejętności oceny prawdziwości informacji. W takiej sytuacji łatwiej jest powiedzieć: nie ufam nikomu. Zaufanie, będące jedną z najstarszych wartości w relacjach międzyludzkich, stało się rzadkością. Chociaż ta rzadkość jest widoczna tu i teraz! Wystarczy spojrzeć na ostatnie dni w internecie. Można w nim zauważyć codzienne kłótnie w sieci, wzajemne oskarżenia i narastające podziały. Jednak pomiędzy tym wszystkim od czasu do czasu ukazuje się coś, co przypomina nam, że nadal potrafimy działać wspólnie i polska dalej ,,górą”. Początek tej świeżej sprawy, o której chyba będziemy się uczyć kiedyś w podręcznikach do WOSu to piosenka o nowotworze. Raper Bedoes stworzył utwór „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)” we współpracy z jedenastoletnią Mają Mecan, dziewczynką cierpiącą na białaczkę, która po raz trzeci zmaga się z chorobą. Utwór ukazuje trudności związane z walką, przedstawiając perspektywy zarówno chorej osoby, jak i jej bliskich. Kiedy popularny influencer, Łatwogang, postanowił przez dziewięć dni non-stop słuchać jednej piosenki w swoim mieszkaniu a raczej kawalerce w celu zbiórki funduszy na rzecz chorych dzieci, nikt nie przypuszczał, co się wydarzy i jak bardzo taka sytuacja zjednoczy naród. Nie żadna polityka ale czysta żywa Ewangelia w drugim człowieky. Początkowy cel ustalono na 500 tysięcy złotych. W międzyczasie w mieszkaniu Łatwoganga pojawiali się nowi goście: Doda, Robert Lewandowski, Magda Gessler, Dawid Podsiadło, Katarzyna Nosowska, Julia Wieniawa, Cezary Pazura oraz wiele innych znanych osobistości. Golili sobie głowy, wykonywali tatuaże i przeznaczali setki tysięcy złotych koncern DZIK przelał 5 milionów złotych!. Ludzie, którzy od lat się kłócili, potrafili się pogodzić. Polacy podzieleni jak to my w prawie każdej innej sprawie wsparli tę inicjatywę kwotą przekraczającą 250 milionów złotych. Trudno znaleźć lepszy dowód na to, że głęboko pod powierzchnią podziałów i nieufności wciąż bije serce, które łączy. I JAK BARDZO TEGO PRAGNIEMY.
Są trzy rzeczy, które mylimy z zaufaniem. Pierwsze nieporozumienie: uważanie zaufania za naiwność. Spotykamy się z komentarzami w stylu: „Czy naprawdę mu ufasz? Jesteś naiwny/a.” Jakby zaufanie było oznaką braku dojrzałości czy życiowego doświadczenia. Jednak to całkowicie błędne myślenie. Naiwność polega na przymykaniu oka na ostrzegawcze sygnały i wmówieniu sobie: ,,wszystko będzie w porządku”, a wszystkie znaki na niebie i na ziemi pokazują że tylko sobie to wmawiasz. Zaufanie jest zupełnie inną kwestią. To wybór podjęty z pełną świadomością ryzyka. Ufam, mimo że zdaje sobie sprawę, iż mogę się mylić. Dojrzałość poznaje się po tym, że gdy się pomylę to umiem przyznać się do błędu. Bo właśnie jak ufam to zawsze jest ten jeden procent, że mogę się mylić co do kogoś, czy czegoś.
Dochodzimy do kolejnej pomyłki. Przekonania, że aby ufać, trzeba mieć stuprocentową pewność. W życiu rzadko można liczyć na pewność. Kiedy udajesz się na operację, nie masz pełnej gwarancji sukcesu, a mimo to powierzasz lekarzowi swoje zdrowie i kładziesz się na stole. Podobnie biorąc kredyt, nie jesteś pewien czy będziesz w stanie go spłacić, a jednak decydujesz się podpisać umowę. Wchodząc w związek, nie możemy być pewni lojalności a mimo to mówimy przy ołtarzu mówimy sobie: ,,tak’’. Zaufanie funkcjonuje w strefie niepewności. Nawet słynne ,,chcesz na kogoś liczyć? Licz na siebie” nie jest gwarantem pewności. Należy to uporządkować i stworzyć symbiozę. ZAUFAJ BOGU, CZŁOWIEKOWI i SOBIE, wtedy poznasz co to prawdziwy smak ufności.
Stajemy przed trzecim nieporozumieniem, które może być najpoważniejsze, a dotyczy przekonania, że zaufanie drugiemu człowiekowi, sobie i zaufanie Bogu to całkowicie odrębne sfery, które ze sobą nie współgrają. W rzeczywistości są one głęboko powiązane. Z jednej strony osoba, która nauczyła się ufać sobie i swoim wyborom jest w stanie zaufać też innym, a dzięki temu ma łatwiejszą drogę do zaufania Bogu. Z drugiej strony człowiek, który ma zaufanie do Boga, częściej jest skłonny zaufać innym ludziom dzięki czemu zaczyna bardziej ufać we własne siły i w siebie samego. Trzeba tylko chcieć.
Zaufanie to akt woli. Oto coś, co rzadko się mówi otwarcie: zaufanie to wybór. Może mu towarzyszyć różnorodność uczuć lub ich brak. Możesz ufać będąc przerażonym. Możesz ufać z łzami w oczach. Możesz ufać gdy ledwie widzisz ścieżkę przed sobą. Wiara polega na odczuwaniu pewności, lecz na podjęciu decyzji o działaniu pomimo jej braku. Biblia obfituje w postacie, które ufały w chwilach, kiedy nie miały do tego żadnych przesłanek. Abraham ruszył ku nieznanemu bez mapy, miał jedynie jedno polecenie: ,,Idź". Piotr opuścił łódź wszedł na wodę w nocy bo tak mu kazał Jezus. W przypowieści o Synu Marnotrawnym ojciec spotyka swojego syna, który go zawiódł i stracił połowę majątku, wracając po kilku latach w pustych rękach. Występuje naprzeciw chłopakowi. Biegnie do niego i całuje go. Żaden z nich nie był pewny tego spotkania. Każdy z nich podjął własną decyzję w wolności. Ja też patrzę na swoje życie i nie wiem jak mógłbym nie ufać. Był kiedyś taki film legion samobójców, patrząc na niektóre sytuacje z życia to ja mógłbym zagrać sam cały ten legion. Nie liczę ile razy byłem na progu śmierci. Mając 2 latka wyszedłem na ulicę w Czańcu koło BP w szczycie dnia i nic mnie nie przejechało, kierowcy zgarnęli mnie z drogi i zanieśli do domu. Pierwszy raz byłem w wiadomościach w radiu, może z tego ta pasja do nagrywania i radia. Jak miałem 3 i przeprowadziłem z do Łęk to wyskoczyłem z wózeczka do rwącej rzeki uratował mnie mój braciszek chociaż stracił wtedy ulubione adidasy. Lat 10 prawie utopiłem się w morzu w Ustce bo pociągnęły mnie fale na falochrony. Mając 18 świeżo po zdaniu prawa jazdy auto (legendarna błękitna ,,Panda”) zgasło na środku skrzyżowania przed tirem. Cudem wyhamował. Po tylu sytuacjach, kiedy byłem ,,o krok” od śmierci, nauczyłem się, że jedyne co czasami zostaje to zaufanie. Bałem się to prawda, śmiertelnie się bałem, ja wiem co wtedy czułem i strach to mało powiedziane ale mimo to naprawdę UFAŁEM i UFAM NADAL. Liczę tylko, że nie wyczerpałem limit ,,Deus Providebit” (Bożej Opatrzności) . Zaufanie ma niezwykłą moc wpływu na życie. Zmienia całkowicie kontekst sytuacji. Gdy ktoś pokłada w tobie zaufanie, stajesz się nieco innym człowiekiem niż byłeś bez tego uczucia.
A co z Bogiem? W kontekście pielgrzymki to pytanie ma ogromne znaczenie. „Jezu, ufam Tobie” czyli hasło tego roku. Powiedzieć jest prosto, przecież modlimy się koronką do Bożego Miłosierdzia. Towar exportowy wprost z Łagiewnik na cały świat, ale znacznie trudniej to zrealizować w codziennym życiu. Co tak naprawdę oznacza zaufać Bogu w 2026 roku, w świecie, który wcześniej opisałem? Nie chodzi o udawanie, że rozumiesz Jego plany ani o odnajdywanie ,,świętego” spokoju, który być może zgubiłeś. Chodzi o coś, jednocześnie prostego i skomplikowanego, czyli gotowość do dalszego działania, nawet gdy nie jesteś pewien, dokąd zmierzasz. To umiejętność oddania tego, do czego najbardziej się przywiązujesz. „Zrzuć swoje troski na Pana, a On cię wesprze.”Psalm 55,23
Faustyna zapisała w swoim Dzienniczku zdanie, które z wiekiem rozumie się coraz lepiej. „Im większa nędza, tym większe prawo do Jego miłosierdzia." Sądzimy, że najpierw musimy się ogarnąć, a dopiero potem przyjść do Boga. A właśnie w tej chwili pełnej chaosu masz największe prawo do miłosierdzia. Doświadczyłem tego wiele razy chociażby w szpitalu w Bielsku jak byłem na zastępstwie zaraz po święceniach. Ludzie dosłownie lgnęli do miłosierdzia. Ale widziałem też wiele osób co zaparły się i powiedział nie zaufam. ,,Nie chcę”, ,,nie dam rady”. Mamy wolną wolę możemy z nią zrobić co chcemy i to jest też część tej wolności. Jednak jak za wszystko przychodzi nam płacić. Zaufanie oraz nieufność też mają swoją cenę.
Przedstawię wam sytuację, którą znam z rzeczywistości chociaż oczywiście niektóre szczegóły po prostu pominę. Pewien ojciec miał dwie córki. Po swojej śmierci w testamencie młodszą z sióstr uczynił spadkobierczynią dom rodzinnego. Starsza uważała to za niesprawiedliwe. Być może ma słuszność, a może nie, bo tylko młodsza opiekował się ojcem, to jednak nie jest kluczowe dla tej opowieści. Istotne są wydarzenia, które miały miejsce w ciągu następnych lat. Istna plejada ,,miłości rodzinnej”. Prawnicy, sądy, listy od adwokata. Ich dzieci, nie miały nawet pojęcia o swoich kuzynach, ponieważ rodzice uznają siebie nawzajem za wrogów nr 1. I tak bite 20 lat.
Dwie dekady płacenia za jedno utracone zaufanie. W wyniku tego otrzymujemy relację, która dotyczy milionów rodzin, firm, parafii i społeczności. Brak zaufania ma swoją cenę, a ta cena jest ogromna. Płacimy ją energią, którą inwestujemy w obronę. W tworzeniu więzi, które omijamy ze strachu przed ryzykiem oraz w podejmowanych decyzjach. Często hamuje nas strach przed rozczarowaniem lub zawodzeniem innych. Obudowujemy się „interpersonalną twierdzą”. Kiedy doświadczasz głębokiego zranienia, zaczynasz tworzyć mury wokół siebie. Na początku może to być pomocne. Z biegiem czasu twierdza, która miała cię ochraniać, przemienia się w twoje więzienie. „Zamknięte serce jest bezpieczne. Ale bezpieczeństwo to jak twardy kamień.” C.S. Lewis, „Cztery miłości”
A propo zamykania się w więźniu. Przeżyjmy to jeszcze raz. Cofnijmy się do 2020 Pamiętacie pandemię Koronawirusa? To nie tylko była pandemia. To był jeden wielki eksperyment społeczny. Niektórzy wspominają: maseczki, płyny do dezynfekcji czy lekcje zdalne ale jednak ta pandemia miała ogromny wpływ na nasze społeczeństwo - alienację. Już w 2023 roku Światowa Organizacja Zdrowia zasygnalizowała, że samotność stanowi globalne zagrożenie dla zdrowia - wyszliśmy z padami i weszliśmy do kolejnej. Brawo my. Ta obecna ,,samotności” jest porównywana do takich problemów jak malaria czy niedobór żywności. Statystyki są alarmujące: w krajach rozwiniętych co czwarty dorosły przyznaje się do chronicznego odczuwania osamotnienia. W Polsce ten wskaźnik rośnie w znacznie szybkim tempie. Ludzie do czterdziestki nie są w stanie znaleźć miłości. Samotność ma wiele przyczyn - jedną z tych istotnych jest brak zaufania. Aby nawiązać prawdziwą relację, otworzyć się przed kimś i podzielić tym, co naprawdę sprawia ból, niezbędne jest zaufanie tej osobie. Gdy brakuje zaufania, relacje stają się jedynie powierzchowne. Ograniczają się do wspólnych wyjść, zdjęć i zwykłego small talku.
Socjolog Robert Putnam spędził wiele lat na badaniu kapitału społecznego w USA. Zauważył, że od lat siedemdziesiątych znacznie zmniejszyło się uczestnictwo w różnych stowarzyszeniach, klubach, grupach parafialnych oraz drużynach sportowych. To trafne odwzorowanie współczesnych czasów. Wchodzimy do Łagiewnik. Miejsca, które od dziesięcioleci przyciąga rzesze ludzi. Zadajmy sobie pytanie: czy spotykamy się tutaj wspólnie, ponieważ potrafimy jeszcze działać razem? A może właśnie dlatego, że w głębi każdy z nas pozostaje trochę osamotniony?
Brak zaufania do ludzi w końcu wpływa na nasze relacje z Bogiem. Ciężko jest ufać Niewidzialnemu, gdy widzialni nas zawiedli. Ktoś odszedł od Kościoła po tym, jak zawiodła konkretna osoba mająca sutannę. To nie oznaczało jednak, że oddalił się od Boga. Odszedł od zranionego zaufania. To można zrozumieć. Jednak w tym tkwi tragiczny błąd. Za zdradę konkretnej osoby płaci się rezygnacją z czegoś, co ta osoba jedynie symbolizowała. To tak, jakby pozbyć się miłości z życia tylko dlatego, że ktoś zdradził. NIE MOŻNA PŁACIĆ TAKIEJ CENY ZA CZYJŚ BŁĄD. To ta osoba, która zraniła powinna ponieść konsekwencje a nie ty!
Jednak czy jest możliwość odzyskania zaufania? Kiedy temat odbudowy zaufania staje się aktualny, wiele osób wyobraża sobie scenę dramatycznego pojednania. ,,Jo w szoku, moja w szoku, dziecka płaczą”. Piękna filmowa atmosfera: zachód słońca, emocje, łzy, całuski i przeprosiny wygłaszane jak elaboraty. W końcu wszystko kończy się szczęśliwie. Jednak trzeba zrobić filmowe cięcie. Rzeczywistości pokazuje, że ten proces jest znacznie bardziej skomplikowany, czasochłonny i zazwyczaj nie przebiega liniowo. Więc tak odzyskanie zaufania jest to możliwe. Relacje oparte na zaufaniu, które zostało nadszarpnięte, można naprawić. Psychologowie, terapeuci oraz mediatorzy rodzinni na szczęście są tutaj zgodni. Istotnym warunkiem jest gotowość obu stron do pracy nad sobą. Oznacza to, że odbudowanie zaufania zaczyna się do samego siebie.
Doświadczamy zdrady i zaczynamy kwestionować naszą zdolność do oceny sytuacji. „Jak mogłem jej zaufać? Co jest ze mną nie tak? Dlaczego znów trafiłem na taką osobę?” Zaufanie do innych zostało naruszone. Rykoszetem można stracić wiarę we własną intuicję, osąd, uczucia a nawet wartość. Gdy przestaje się ufać sobie, każda nowa relacja zaczyna się z brakiem fundamentów. Terapeutka wspierająca osoby po zakończeniu małżeństva twierdzi, że najtrudniejsze pytanie, z jakim borykają się jej pacjenci, brzmi: czy mogę zaufać własnym uczuciom? Czy moje pragnienia, odczucia i intuicja są wiarygodne? W terapii zazwyczaj dochodzi się do konkluzji: tak. Potrzeba czasu, aby ponownie w to uwierzyć. W tradycji chrześcijańskiej istnieje piękna odpowiedź na ten temat. Bóg zna nas lepiej, niż znamy samych siebie. Gdy tracimy zaufanie do własnych osądów, możemy poszukać wsparcia w kimś większym od nas samych. Nie chodzi tu o unikanie odpowiedzialności, ale o odnalezienie stabilności. Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Psalm 139 - biblijne małe kroczki. Zaufanie odbudowuje się stopniowo. Duże gesty, takie jak przeprosiny, obietnice czy deklaracje, to jedynie początek procesu. Ważne jest to, co dzieje się później codziennie, w zwykłych sytuacjach.
Zaufanie przypomina porcelanę. Rozbita rzecz może zostać złożona, jednak ślady uszkodzeń pozostają. To prawda. Porcelana, która została sklejona i ma widoczne pęknięcia, prezentuje się piękniej niż ta w idealnym stanie. Japończycy używają na to terminu kintsugi. To sztuka renowacji przy użyciu złotej lub srebrnej żywice. Pęknięcia stają się integralną częścią wartości danego przedmiotu. Artyści praktykujący kintsugi podkreślają, że istotny jest filozoficzny wymiar tej sztuki: opowieść o przedmiocie, obejmująca jego naprawy i pęknięcia, stanowi nieodłączną część jego urody. W relacjach jest podobnie. Związek, który przeszedł trudny okres i przetrwał nosi widoczne ślady. Te oznaki świadczą o tym, że obie osoby zdecydowały się pozostać razem. To ma swoje znaczenie i niewyobrażalną wartość. Bezcenną w oczach Boga.
Już za kilka dni wejdziemy do sanktuarium. Zobaczymy obraz, który Faustyna opisała jako coś, czego żaden artysta nie potrafiłby uchwycić. Pod nim znajdują się te trzy słowa: „Jezu, ufam Tobie.”
Zastanówcie się, czy w waszym życiu istnieją jakieś sytuacje lub osoby, w przypadku których to zaufanie zostało naruszone? A może sami złamaliście je wobec kogoś? Może zdarza się wam brakować odwagi, by po prostu zaufać? To jest coś, co warto uczynić, stając przed tym obrazem. Nie z pustymi rękami, lecz niosąc ze sobą ten konkretny ciężar. „O mój Boże, jedyna moja nadziejo, zaufałam Tobie całkowicie i mam pewność, że się nie zawiodę." Dzienniczek nr 317
Znajdźcie moment, by podjąć tę decyzję dzisiaj. W tym chodzeniu, z tą bolącą stopą od bąbli, z problemami w głowie, które nie dają spokoju, oraz z relacją przynoszącą wciąż cierpienie. Dokładnie teraz. Właśnie tu. JEZU UFAM TOBIE.
Ks. Adam Płonka